kana galilejska   j2,1-12

Czytamy Ewangelię słuchając o „początku znaków”, które Jezus uczynił. Słowo „znak” być może rodzi w nas skojarzenie ze słowem „cud”, ale akcent w tym słowie wyraźnie jest postawiony na Osobie dokonującej cudu nie jednak na samym cudzie. „Znak” wprost wskazuje na Jezusa! To dla nowożeńców ważny sygnał. Patrzmy na Jezusa! Cała uwaga skupiona na Jezusie! Nieraz doświadczamy różnych lęków w życiu: przed egzaminem, ważną rozmową, przed wyborem drogi życiowej. Lęk czy będę dobrą matką, czy mój mąż będzie mi wierny, lęk przed opinią ludzką, lęk przed… Jezus staje dziś przy każdym ludzkim lęku, bierze Cię za rękę i mówi: NIE LĘKAJ SIĘ, BO CIĘ WYKUPIŁEM!!!! TYŚ MOIM!!!! NIGDY SIĘ OD NAS PAN NIE ODWRÓCI – NIGDY! Bóg traktuje Cię osobiście i bardzo obchodzą Go Twoje sprawy, także te kiedy brakuje Ci wina…Jezus przychodzi do Twojej codzienności i dlatego możesz się radować, bo On zawsze ma dla Ciebie czas. Przychodzi na wesele i przychodzi wtedy, kiedy cierpisz samotnie. Przychodzi abyśmy przeżyli w naszym życiu spotkanie z takimi rękami, które nigdy nie ranią. Te ręce zawsze będą chronić. To ręce, które dla nas czynią cud. Nawet jeśli w naszym życiu doświadczyliśmy cierpienia czy ludzkiego zranienia, Jezus prosi, abyśmy uwierzyli – dzisiaj mówi o tym w Ewangelii –  nikt nie wyrwie nas z Jego ręki. On nigdy nas nie wypuści ze swoich rąk. Nie było takiego momentu w naszym życiu i w naszej historii życia, w którym nas by odrzucił czy zostawił. I to jest właśnie wesele. To jest radość, którą musimy odkryć         w naszym sercu, a  potem wykrzyczeć jeszcze światu: NIE JESTEŚMY SAMI – Z NAMI JEST PAN – ZAWSZE.

Potrzeba tylko jednego: zaprosić Jezusa do swojego życia jak to zrobili w Ewangelii, którą dziś rozważamy. Zobaczmy jak wydarzenie z Kany realizuje się  naszym życiu. Każde małżeństwo zaczyna się tak, jak w Kanie Galilejskiej: to znaczy od wielkiej obfitości wina. Rozpoczyna się entuzjazmem, weselem i radością. Z biegiem jednak czasu zaczyna ich brakować i zaczyna przeważać przyzwyczajenie. Wino radości i entuzjazmu zostaje zastąpione wodą rutyny. Podąża się naprzód, ale z obowiązku by być wiernym. W domu natomiast brakuje wesela i radości. Dzieci nie otrzymują już pomocy przez radość swoich rodziców. Przyzwyczajenie staje się jakby potworem, który wysysa życie. To dotyczy również nas, osób konsekrowanych czy zakonników, ponieważ także my pewnego dnia zawarliśmy „małżeństwoˮ-  zaślubiliśmy Jezusa. Na początku, gdy składaliśmy profesję zakonną generalnie był w nas entuzjazm i była radość, czyli było wino. W naszym przypadku zdarza się również, że z biegiem czasu to wino się rozcieńcza. Modlimy się na przykład z przyzwyczajenia. Nie ma między nami i Jezusem żywego płomienia. Jakie może być więc lekarstwo na taki stan? Nikt przecież nie godzi się z taką sytuacją! Lekarstwem więc jest to samo, co było w Kanie Galilejskiej. To, co ocaliło święto w Kanie zostało zapisane na początku ewangelicznego opisu wydarzenia: „Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów (J 2, 2). On i tylko On jest źródłem mocy w naszym życiu, On i tylko On sprawia, że radość staje się pełna. On i Jego obecność potrafi tak wypełnić człowieka, że życie naprawdę zaczyna smakować. Budzi się w człowieku prawdziwa pasja.

Trzeba więc zaprosić Jezusa we własne małżeństwo i we własne życie kapłańskie czy konsekrowane. Trzeba zaprosić Jezusa w swoją młodość, swoje  piękne i te trudne sprawy. On pragnie być żywą obecnością w naszym życiu. Chce być dla żony bardziej obecnym i bardziej realnym niż mąż. Jezus chce być dla męża bardziej obecnym i bardziej realnym niż żona. Jezus chce być dla każdego i każdej z nas realną osobą, z którą możemy rozmawiać w każdym momencie.

Bóg jako Ojciec uczy nas odpowiedzialnego przeżywania życia. Uczy wzięcia tego ŻYCIA w swoje ręce. Może więc i Tobie Maryja z pomoże z delikatnością zauważyć jakiś brak. Pomoże ci zauważyć pustkę w Tobie. Równocześnie podpowie Ci, że Bóg chce napełnić Cię miłością, jak napełnił właśnie Maryję. Ona „napełniona łaską” przez Boga, zaprosi Cię, żebyś pozwolił, abyś pozwoliła napełnić się tą łaską. Jezus zaprosi Cię do tego, byś zwrócił i zwróciła uwagę na proste elementy szarej codzienności (codzienna modlitwa, uczciwa praca, uczynki miłosierdzia), których owocem będzie napełnienie Ciebie łaską. Może będzie ci się wydawać, że potrzebujesz czego innego, innych słów czy innych obrazów, ale przyjmij te słowa i te obrazy, które Jezus ci podsunie. Słudzy z Kany też zasadniczo potrzebowali wina, a nosili wodę, która stała się winem. Noś więc słowo Boga, które Cię poruszy. Być może na początku nie będziesz go rozumieć, a noszenie jego będzie dla Ciebie uciążliwe! Może nosząc je napocisz się, bo ono będzie cię konfrontowało z rzeczywistością Twojego życia! Może również spocisz się nazywając rzeczy po imieniu przed sobą i w spowiedzi. Ale wierz mocno, że Twój ludzki wysiłek zostanie włączony w dzieło „zachowywania” Ciebie przez Jezusa! Wierz! Mocno wierz, że za łaską Jezusa to, co wydaje się jedynie „wodą” ludzkich słów, potokiem liter Pisma Świętego, stanie się kiedyś „winem” słowa Bożego, które „uderzy Ci do głowy”, i przemieni Twoje myślenie oraz całe życie. Zachowaj słowo Boga, a ono będzie zachowywało Ciebie! Strzeż słowa Bożego, a ono będzie Cię strzegło! I daj się prowadzić Jezusowi. „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” – mówi i do nas Maryja (J 2, 5). No to, zróbcie!