Wyjdziesz za mnie?

Nadchodzi ten kluczowy moment, kiedy mężczyzna podejmuje decyzję

o oświadczynach swojej wybrance, będąc pewnym, że to ta jedyna na całe życie, że to z nią chce być na dobre i na złe, razem się zestarzeć. Czy odpowie „TAK!”…?


Narzeczeństwo jest wyjątkowym okresem przygotowania do kroczenia wspólną ścieżką. Podjęcie decyzji o oświadczynach to pewność, że wybieram tę osobę na przyszłego współmałżonka, z którym spędzę resztę życia.


Jednakże również na tym etapie związku pojawiają się różne trudności i zagrożenia. Dziś będzie o kilku z nich.



Kłótnie w związku się zdarzają


Każda relacja miewa wzloty, a także upadki. Tworzą ją przecież dwie różniące się osoby, więc konflikty i nieporozumienia są rzeczą normalną. Co więcej, zupełny brak sprzeczek w związku może być podejrzany i świadczyć, że jest on tak naprawdę… sztuczny.


Najgorszym możliwym wyjściem z konfliktu jest milczenie i noszenie tego w sobie. Pokazywanie tego, co się w nas dzieje, oczywiście w szacunku do drugiego człowieka, jest istotne do wyjścia z kryzysu. Kiedy czujemy się zranieni, mówienie otwarcie o swoich emocjach jest kluczowe. Nasza duma w niczym tu nie pomoże.


W sytuacji, kiedy kierują nami silne emocje, warto najpierw usiąść z nimi

w samotności i ochłonąć. Bardzo ważnym jest porozmawianie o tym, co się wydarzyło, znalezienie wspólnej winy i satysfakcjonującego kompromisu, aby lepiej wzajemnie się rozumieć. Zamiecenie wszystkiego pod dywan może sprawić, że będziemy nawet nieświadomie nosić w sobie urazę, a przy następnej sprzeczce wypłynie to ze zdwojoną siłą.


Khalib Gibran napisał, że pomiędzy słowami, które zostały powiedziane, choć nie mieliśmy ich na myśli i słowami, które mieliśmy na myśli, ale nie zostały powiedziane, miłość umiera.


Nie należy jednak pójść w drugą stronę skrajności i nieustannie naciskać na rozmowę, tym bardziej że druga strona może nie być jeszcze na to gotowa.

Tego typu zmuszanie może stać się powodem przytłoczenia i pogorszyć sytuację.


Niesamowicie wartościowym w relacji jest nauczyć się i widzieć, że wszelkie momenty konfliktów, zdenerwowania, nieumiejętność poradzenia sobie z emocjami biorą się tak naprawdę z jakiejś przepaści, która jest w człowieku. Czym jest przepaść? Naszymi doświadczeniami z przeszłości, poczuciem krzywdy, brakiem akceptacji samego siebie i ze strony innych, odrzuceniem, wszelkimi ranami

i bolesnymi sytuacjami, jakie w nas pozostały. Patrzeć na innych z empatią

i miłością jest pięknym, ale trudnym nawykiem. Dzięki temu, zamiast stawiać osobę jako przeciwnika, potrafimy więcej zrozumieć i łatwiej wybaczyć. Zobaczenie biedy drugiego człowieka, który utknął w swojej przepaści, pozwala spojrzeć na sytuację

z szerszej perspektywy.


Każdy z nas wchodzi w bliską relację ze swoim bagażem doświadczeń. Nie należy obwiniać partnera za to, że się zdenerwowaliśmy czy zasmuciliśmy. To nie drugi człowiek jest tak naprawdę źródłem naszych emocji. My sami jesteśmy źródłem tego, co odczuwamy, a nasza interpretacja sytuacji powoduje właśnie to, jak się czujemy. Zachowanie tej osoby mogło być nawet neutralne, lecz z jakiegoś powodu stało się bodźcem, który wywołał we mnie daną reakcję emocjonalną.


Jeśli coś wyprowadzi mnie z równowagi, warto zadać pytanie, co takiego jest

we mnie, że zachowanie drugiej osoby tak mnie zdenerwowało? Jakie wspomnienia we mnie obudziło? Dzięki innym ludziom i temu, jak na nich reagujemy, możemy zobaczyć jakie rany z przeszłości pozostają w nas nieuleczone.


Zdrowy dystans jest ważny


Teoretycznie Miłość jest bardzo bliską więzią z drugim człowiekiem. Druga osoba jest moją bratnią duszą i najlepszym przyjacielem. Wszystko chcemy robić razem tak, że niekiedy relacja przypomina przysłowiowe papużki nierozłączki. Istnieje przekonanie, że prawdziwa Miłość to silne przywiązanie do kogoś, nieustanna bliskość z nim.


Tutaj pojawia się haczyk. Czy aby nie uzależniliśmy się od obecności drugiej osoby? W początkowych fazach relacji fascynacja sprawia, że chcemy być z kimś cały czas, lecz w późniejszych etapach związku nie jest to dobre. Dwoje ludzi mogą być

ze sobą tak połączeni i być tak blisko, że stają się wręcz częścią siebie. Niezwykle istotną rzeczą jest zrozumienie, że budowanie relacji w taki sposób nie jest zdrowe. Jak mówi ojciec Szustak, może stać się to niebezpieczeństwem wejścia w rodzaj niewoli, stawiania tej osoby jako swojego bożka. Oczywiście wcale nie chodzi tutaj

o to, aby być obojętnym na obecność drugiego człowieka w moim życiu.


Istotą tego wszystkiego jest zrozumienie, że człowiek nie jest w stanie mnie wypełnić. Człowiek nie może być naszym nasyceniem serca i braków, jakie w nim się znajdują. Druga osoba nigdy nie zapełni w nas do końca pragnienia i głodu Miłości. I tutaj dosłownie powiedzieć można, że wiele osób będąc w związku próbuje wręcz „najeść się” partnerem. Często niespełniona potrzeba Miłości

w dzieciństwie może powodować chęć posiadania drugiego człowieka na wyłączność. Głód Miłości zaspokoić w nas może jedynie Bóg. I to dosłownie.

On sam przecież powiedział „bierzcie i jedzcie, oto ciało Moje”. Tylko wtedy, gdy Twoje serce wypełnione jest Bogiem, będziesz kochać drugiego człowieka

w sposób wolny i zdrowy, a dystans stanie się czymś naturalnym. Bycie bliskimi dla siebie nie oznacza, że fizycznie musimy być nieustannie razem.


Przestrzeń osobista w związku to bardzo ważny element każdej dojrzałej relacji. Obraliśmy wspólny kierunek. Wiemy, dokąd zmierzamy, dzielimy naszą codzienność, marzenia, plany i pasje. Kreujemy wspólną rzeczywistość, lecz w tym wszystkim potrzeba przestrzeni tylko dla mnie, dla prywatności, a przede wszystkim tożsamości. Nieustanne przebywanie razem pozbawia nas wolności

i odbiera możliwość indywidualnego rozwoju, robienia rzeczy tylko swoich.

I jasne, wszystko ma swoje zdrowe granice, bo można pójść w inną skrajność

i będąc w związku prowadzić wręcz dwa odrębne życia.

Równowaga tutaj jest kluczowa.


Dwie skrajności w narzeczeństwie


Mowa tutaj o mieszkaniu razem przed ślubem, co stanowi jedną skrajność, a także bycie w związku na dużą odległość, czyli skrajność w drugą stronę. Żadna z nich nie jest dobra. Gdzieś pośrodku, pomiędzy nimi znajduje się droga właściwa, prowadząca do zdrowej relacji.


Budowanie związku oparte na wchodzeniu w te właśnie skrajności, może doprowadzić do czegoś fatalnego w takiej relacji. Dlaczego?


Mieszkanie razem przed ślubem to życie jakby się było już w małżeństwie, jeszcze w nim nie będąc. Często pary wychodzą z założenia, że przecież wskazanym wręcz jest sprawdzenie tego, jak będziemy razem funkcjonować. Co stanowi tutaj zagrożenie? Jak mówi ojciec Adam, wymieniać można tu wiele. Jedną z kwestii jest to, że ludzie, którzy mieszkają ze sobą bez ślubu, bardzo często zostają w tym, jak jest z przyzwyczajenia. Co więcej, mieszkając razem, tak naprawdę nie dajemy sobie szansy na wybranie tej właśnie osoby na całe życie. Przyklepujemy po prostu to, co jest. Często decyzja o ślubie podejmowana jest z powodu tego, że jesteśmy już razem i jest w miarę w porządku, więc możemy się pobrać. Po jakimś czasie, jak obserwuje ojciec Szustak, takie małżeństwa często się rozpadają, ponieważ tak naprawdę ci ludzie nigdy nie wybrali siebie wzajemnie, tylko zostali w tym, do czego się przyzwyczaili przez lata mieszkania razem. Możemy się obudzić

w małżeństwie, w którym wcale nie wybraliśmy tej osoby do spędzenia z nią życia. Okazuje się często, że przyzwyczajenie nie pozwoliło wcześniej zobaczyć

w człowieku tego, co widzimy teraz.


Natomiast związek na odległość jest drugą skrajnością, gdzie dwoje ludzi nie może być fizycznie ze sobą z powodu dzielącej ich dużej odległości. Jeśli nie możemy spędzać ze sobą czasu, to jak w takiej relacji mamy się wzajemnie poznać? Wchodząc w małżeństwo z tym człowiekiem, możemy być pewni, że nie będziemy dobrze znali tej osoby. Jasne, żyjemy w dobie Internetu, jednak nic nie zastąpi

w pełni kontaktu na żywo, który jest bardzo istotny w budowaniu bliskiej relacji. Małżeństwo zawarte między ludźmi budującymi związek na odległość może być szczęśliwe, lecz istnieje duże niebezpieczeństwo niedostatecznego poznania drugiego człowieka.


W obu przypadkach występuje ten sam problem. Zarówno mieszkanie razem przed ślubem, jak i związek budowany na odległość, nie pozwalają na świadome wybranie osoby jako tej, z którą chcemy spędzić resztę życia. Powodem jest niedostateczne poznanie siebie nawzajem. W pierwszej skrajności z powodu przyzwyczajenia do bycia razem i bycia za blisko, natomiast w drugiej z powodu bycia za daleko

od siebie.


***


„Prawdziwa miłość oznacza, że zależy ci na szczęściu drugiego człowieka bardziej niż na własnym, bez względu na to, przed jak bolesnymi wyborami stajesz.”

Nicholas Sparks


49 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie